About Me

header ads

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie? Justyna Kopińska


Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?
Justyna Kopińska
Wydawnictwo: Świat Książki

Nie znałam sprawy z mediów, bo już ponad 30 lat mieszkam poza Polską i nie sposób śledzić wszystkiego na bieżąco w dwóch krajach naraz. Sięgnęłam po ten reportaż zupełnie nieprzygotowana na to, co mnie czeka. Myślałam, że po skandalach pedofilskich w kościele rzymsko-katolickim, po masowym i trwającym od lat do dziś molestowaniu sióstr zakonnych w zamian za świadczenia pieniężne dla zakonów (reportaż arte o tym szybko zdjęto z mediatheki z pomocą sądu) już nic mnie nie zszokuje.

Ale ilość bólu wycierpianego przez dzieci, nawet te najmniejsze, gwałty na porządku dziennym, zmuszanie do zjadania wymiocin, bicie aż do złamania kości i lejącej się krwi, zniszczone naturalne poczucie tego, co dobre, a co złe tak gruntownie, że dorośli wychowankowie po wyjściu z ośrodka w życie cywilne, gwałcąc i zabijając uważają, że nie zrobili nikomu nic złego, zniszczona doszczętnie psychika wychowanków do końca ich życia, zagrożenie, jakim są na skutek tego dla społeczeństwa – to wszystko sprawia, że nie rozumiem, jak można było posadzić na ławie oskarżonych / a w więzieniu po długich wykrętach/ tylko siostrę Bernadetę.

Wszyscy, którzy zawinili brakiem kontroli, powinni za to odpowiedzieć. Przecież inne ośrodki czy szkoły z internatem, prowadzone przez inne zakony, podlegały bardzo ostrej kontroli kuratorium, za najmniejsze przewinienia bądź niski poziom groziło im zamknięcie. A tu pozwolono na niekontrolowaną władzę nad dziećmi! Czy przyczyniła się do tego wyjątkowa śląska pobożność i przekonanie, że donosić na osobę duchowną to ciężki grzech? Czy też wygodnictwo, bo kierując dzieci do tego domu, pozbywano się kłopotu? Niesamowite, że coś takiego mogło się dziać w sercu Europy w XXI wieku. Że nie zareagowali skutecznie kuratorzy i nauczyciele ani lekarze w szpitalach, leczący poważniejsze uszkodzenia i złamania.

Miałam w podstawówce w latach 60-ych koleżankę z państwowego domu dziecka – tam też nie było słodko, dzieci nie należały do najłatwiejszych, najzdolniejsze nie mogły się uczyć dalej, tylko po zawodówce musiały iść do pracy. Ale ten dom był otwarty – koleżanka odwiedzała mnie i innych po lekcjach, szyła sobie bluzki u nas na maszynie do szycia, moja mama jej pomagała, rozmawiałyśmy o cywilnym życiu, do którego dom dziecka nie przygotowywał. Na studiach chodziłam do innego domu dziecka pomagać dzieciakom odrabiać lekcje, bo brakowało personelu. Tam też można było wejść codziennie i zobaczyć, co się dzieje. Wiem, że znajoma mamy musiała oddać swojego niepełnosprawnego umysłowo syna do państwowego zakładu, kiedy dorósł, bo nie radzili sobie w domu z jego agresywnością i niekontrolowanym popędem płciowym. Jest możliwość, żeby ten popęd farmakologicznie zredukować.

Do głosu dochodzą w reportażu obie strony, także sama oskarżona i inne siostry i nauczycielki, co znakomicie pokazuje mechanizmy, które doprowadziły do tego koszmaru. Prokurator Smarczewska: „Nigdy dotąd nie spotkałam się z tak szczerym przekonaniem oprawcy, że postępuje właściwie, a działania prokuratury są zwykłą pomyłką, która zostanie ukarana”.

Mam nadzieję, że ujawnienie tego przypadku zapobiegnie powtórzeniom w przyszłości i ślepemu przekonaniu kuratorium i otoczenia, że habit jest gwarancją moralności i miłości bliźniego i nic złego nie może się w instytucjach kościelnych dziać.
Książkę zdecydowanie polecam.

Żródło: http://lubimyczytac.pl/
Autor recenzji: kuzo

Prześlij komentarz

0 Komentarze