About Me

header ads

Nie ma bardziej ohydnej zbrodni niż wykorzystanie seksualne dziecka - Artur Nowak


Jako prawnik zobaczyłem, jak bardzo Kościół pozostaje bezkarny w kwestii pedofilii wśród księży – mówi Artur Nowak, jeden z bohaterów filmu „Tylko nie mów nikomu”.

Wywiad z Arturem Nowakiem, prawnikiem, publicystą, pisarzem, jednym z bohaterów filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, ukazał się w środę na portalu NaTemat.pl. Rozmowa Darii Różańskiej dotyczyła jego zaangażowania – jako prawnika – w obronę ofiar księży oraz przepracowywania własnej traumy (w dzieciństwie został wykorzystany przez dwóch księży).

Artur Nowak mówi, że miał kontakt z ponad setką pokrzywdzonych. „Zobaczyłem, jak bardzo Kościół pozostaje bezkarny w kwestii pedofilii wśród księży. Proszę sobie wyobrazić, że na przykład sędzia przeprasza księdza pedofila za wyznaczenie terminu rozprawy w dniu Matki Boskiej Gromnicznej. Jak ma się czuć ten pokrzywdzony?” – pyta retorycznie.

Podkreśla, że „nie ma bardziej ohydnej zbrodni niż zbrodnia na tle seksualnym na dziecku”. Przyznaje, że po publikacji filmu w dobę otrzymał wraz z żoną, która jest terapeutką, 40 zgłoszeń od ofiar księży pedofilów.

Publicysta zaznacza, że „pedofile są sprytni, bo budują relację z dzieckiem. Nie jest przecież tak, że oni napadają nas na mieście i gwałcą. Wybierają sobie dzieci, których sytuacja rodzinna nie jest prosta. Na przykład ojciec pije, a matka hołubi księdza jak Chrystusa”. Przyznaje, że w słowach abp. Józefa Michalika o tym, że „dziecko samo lgnie do księdza” jest „trochę prawdy”. Jak tłumaczy, wcześniej tym dzieciom nie poświęcano „wystarczająco dużo uwagi w domu, teraz mają uwagę księdza. Duchowny ich wysłuchuje, poświęca im czas, organizuje popołudnia. Pedofile nie spadają z nieba. A księża przez to, że są ubrani w sutanny mają taką przepustkę dostępu do dzieci. I to jest chyba najbardziej ohydne. Tyle, że Michalik wywiódł z tego, że dzieci kuszą dorosłych”.

W filmie Sekielskiego Nowak wyznaje, że sam jest ofiarą księdza. „W ogóle do tego, żeby to upublicznić zachęcił mnie redaktor naczelny «Więzi» Zbigniew Nosowski. On mnie namówił, żeby coś zrobić z tą historią. I rzeczywiście miał rację. Dowiedziałem się, że też jest inny pokrzywdzony przez tego samego księdza, później że są jeszcze inne osoby” – wspomina.

Publicysta przyznaje, że zgłosił swoją sprawę kurii. „Postawiłem warunek, że nie chcę się spotykać z delegatem w kurii. Nie było problemu. Ostatecznie z rektorem seminarium w Paradyżu (diecezja gorzowska) umówiliśmy się w pizzerii w Poznaniu. Czegokolwiek o Kościele nie myślę, to obiektywnie muszę przyznać, że ten duchowny zachowywał się bardzo dobrze” – mówi.

Prześlij komentarz

0 Komentarze