About Me

header ads

Strasburg: Państwo i Kościół odpowiadają za czyny księdza-pedofila


Nie cichnie burza medialna, która rozpętała się w Polsce po publikacji filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu". Już teraz z całą pewnością można stwierdzić, że niedługo przeniesie się ona na sale sądowe. Konieczne i pilne więc będzie wypracowanie spójnej linii orzeczniczej nie tylko w zakresie odpowiedzialności sprawcy bezpośredniego, ale również odpowiedzialności instytucjonalnej Kościoła katolickiego, a nawet państwa. Odpowiedzialność karna sprawcy w świetle art. 197 §3 lub art. 200 kodeksu karnego nie budzi wątpliwości. Emocje pojawiają się jednak wówczas, gdy mowa o cywilnej odpowiedzialności instytucji kościelnych za krzywdę doznaną przez ofiary. W precedensowym rozstrzygnięciu Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 2 października 2018 r., sygn. akt I ACa 539/18, sąd ten utrzymał w mocy przyznane ofierze księdza-pedofila zadośćuczynienie w wysokości miliona złotych oraz rentę od zgromadzenia, do którego sprawca należał. Sąd - słusznie - nie miał wątpliwości co do tego, że ta kościelna osoba prawna ponosi winę za szkodę wyrządzoną przez podwładnego na podstawie art. 430 kodeksu cywilnego: gdyby sprawca nie został księdzem, nie uzyskałby możliwości pracy i kontaktu z dziećmi przy okazji swojej posługi. Nie znalazłby się również w roli społecznej, która tradycyjnie cieszy się szczególnie dużym zaufaniem ze strony rodziców, nauczycieli i innych osób sprawujących pieczę nad małoletnimi. Doktryna prawa wskazuje także na art. 416, art. 427, art. 429 kodeksu cywilnego jako na możliwe podstawy prawne dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez ofiarę przed sądem cywilnym.

Prawdziwy problem pojawia się jednak w przypadku, gdy do pedofilii doszło na tyle dawno, iż zdążyły upłynąć wszelkie terminy pozwalające na dochodzenie roszczeń ofiar przed sądem cywilnym. Ofiary latami milczą na temat tego, co się wydarzyło, i często zaczynają mówić o swojej traumie już po śmierci krzywdziciela. Taka postawa bezsprzecznie nie jest odosobniona czy wyjątkowa, ma również racjonalne wytłumaczenie na gruncie psychologii. Ludzie dotknięci traumą molestowania w dzieciństwie często cierpią przez całe życie, do granicy samobójstwa. Trudno więc przejść spokojnie nad ich krzywdą do porządku dziennego i odmówić im prawa do zadośćuczynienia wyłącznie ze względu na upływ terminu przedawnienia.

W świetle orzecznictwa polskich sądów cywilnych sąd może w wyjątkowych okolicznościach nie uwzględnić zarzutu przedawnienia na podstawie art. 5 kodeksu cywilnego, gdy podniesienie takiego zarzutu stanowić będzie nadużycie prawa podmiotowego i jest sprzeczne z klauzulą zasad współżycia społecznego. "Wyjątkowości" sytuacji dziecka molestowanego przez osobę duchowną, w skomplikowanej siatce zależności i rzeczywistości społecznej lat 70-tych, polskie sądy nie miały jeszcze okazji badać, warto więc powołać się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i jego sztandarowe orzeczenie w sprawie O'Keeffe przeciwko Irlandii, wyrok Wielkiej Izby z 28 stycznia 2014 r., skarga nr 35810/09.

Sprawa ta dotyczyła dziewczynki, która w 1973 r. była wielokrotnie molestowana przez dyrektora szkoły. Nie była ani pierwszym, ani ostatnim przypadkiem molestowania dziecka przez tegoż dyrektora, który jednak pozostał na stanowisku aż do przejścia na emeryturę dwadzieścia lat później. Irlandzki system szkolnictwa powszechnego podlega organizacyjnie Kościołowi katolickiemu, któremu rodzice wielokrotnie i bezskutecznie sygnalizowali "problemy z dyrektorem". Sprawa trafiła do organów ścigania i sądu dopiero w 1998 r. Państwo irlandzkie odrzuciło roszczenia odszkodowawcze skarżącej argumentując, iż nie ponosiło organizacyjnej odpowiedzialności za funkcjonowanie szkoły, która formalnie podlegała lokalnemu biskupowi i diecezji. Trybunał odrzucił tę argumentację i uznał odpowiedzialność Irlandii za czyny pedofilne na szkodę skarżącej na podstawie art. 3 Konwencji o prawach człowieka (zakaz tortur i nieludzkiego i poniżającego traktowania).

Ze sprawy O'Keeffe płynie kilka wniosków o fundamentalnym charakterze w kontekście polskiego "skandalu z pedofilią w kościele". Przede wszystkim Trybunał uznał, iż sytuacja dziecka wielokrotnie molestowanego przez osobę, która cieszy się dużym autorytetem społecznym, która występuje z ramienia instytucji zaufania publicznego, która - co więcej - jest "kryta" w strukturach organizacyjnych tej instytucji i pozostaje faktycznie bezkarna przez wiele lat, przy czym rodzice molestowanego dziecka są bezsilni lub pozostają w pewnego rodzaju stosunku podległości wobec sprawcy molestowania - takie dziecko poddawane jest "torturom i nieludzkiemu traktowaniu" w rozumieniu art. 3 Konwencji o prawach człowieka. Zgodnie z art. 15 ust. 2 Konwencji, ochrona wynikająca z art. 3 ma charakter bezwzględny i nie podlega ograniczeniu w żadnym przypadku i żadnych okolicznościach. W tym stanie rzeczy, wracając do brzmienia art. 5 kodeksu cywilnego, jeżeli torturowanie dziecka nie jest rażącym naruszeniem zasad współżycia społecznego, to trudno wskazać na sytuację, która będzie spełniać wymogi art. 5 kodeksu.

Kolejne wnioski z omawianego orzeczenia są również jednoznaczne i wskazują na odpowiedzialność państwa za nadużycia względem dzieci w środowisku szkolnym. Trybunał wyraźnie wskazuje, że "w obowiązki rządu wpisane jest zapewnienie ochrony przed niedozwolonym traktowaniem, zwłaszcza w kontekście szkolnictwa podstawowego, poprzez przyjmowanie, gdy to niezbędne, specjalnych środków i gwarancji", "nie jest konieczne wykazanie, iż 'gdyby nie' zaniedbanie państwa, niedozwolone traktowanie nie wydarzyłoby się. Brak powzięcia rozsądnie dostępnych środków, którym mogła była towarzyszyć realna perspektywa zmiany wyniku zdarzenia lub złagodzenie szkody, wystarcza dla pociągnięcia za sobą odpowiedzialności państwa", a "państwo nie może zwolnić się ze swych obowiązków względem małoletnich w szkołach podstawowych poprzez delegowanie tych obowiązków na organy prywatne lub osoby fizyczne." Ta ostatnia konkluzja jest szczególnie istotna w rozpatrywaniu odpowiedzialności państwa za pracę katechetów w szkołach i za przebieg lekcji religii. Organ państwa - Ministerstwo Edukacji Narodowej, kuratorium - nie może zwolnić się z odpowiedzialności za pracę katechety w szkole publicznej na mocy przepisu ustawy lub rozporządzenia. Państwo ma względem małoletnich obowiązki pozytywne - ochrony ich bezpieczeństwa i prawidłowego rozwoju - których w świetle Konwencji o ochronie praw człowieka nie może "przerzucić" na nikogo innego.

O'Keeffe przeciwko Irlandii - wyrok Wielkiej Izby ETPC z 28 stycznia 2014 r., skarga nr 35810/09;
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z 2 października 2018 r., sygn. akt I ACa 539/18

Prześlij komentarz

0 Komentarze