About Me

header ads

Alert dla Zatoki Gdańskiej !!!

Bomby ekologiczne z opóźnionym zapłonem zagrażają całej Zatoce Gdańskiej i południowej części Morza Bałtyckiego.


Na dnie Zatoki gdańskiej i w jej okolicach spoczywają 33 okręty z okresu II wojny światowej. Większość zawiera w swoich zbiornikach tysiące litrów mazutu. W niektórych może znajdować się wysoko toksyczny olej napędowy pozyskany z węgla. Problem jest znany od lat, ale jego rozwiązanie jest przesuwane w czasie przez kolejne rządy, gdyż nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za niemieckie działania wojenne. Z ideologicznego punktu widzenia jest to zrozumiale, ale z punktu widzenia środowiska naturalnego, sprawa jest na tyle poważna, że już nie może dłużej czekać. Tak więc skoro politycy nie mogą się dogadać, to może powinni to zrobić zwykli ludzie, ponad podziałami, dla dobra wspólnego. Jeśli nic nie zrobimy, to nasze dzieci będą mogły mieć do nas uzasadnione pretensje, gdyż w przeciwieństwie do naszych rodziców i dziadków, my mamy dostęp do wiedzy, która w ich czasach była dostępna tylko nielicznym. Wracając do meritum: Najpilniejsze są wraki okrętu Stuttgart oraz tankowca Franken. Stuttgart (wycieczkowiec przerobiony na szpital) został zatopiony na redzie gdyńskiego portu. Półmetrowa warstwa toksycznego mazutu, który sie z niego wydostał, pokrywa obecnie powierzchnię około 2ha dna zatoki, na bardzo małej głębokości ok. 20m. Prądy przesuwają powoli tę truciznę w stronę głębi, co z pewnością problemu nie wyeliminuje, a wręcz go pogorszy. Oczyszczenie dna z tego mazutu, to koszt około 200 mln złotych. Można profilaktycznie zabezpieczyć plamę piaskowym sarkofagiem, co będzie kosztowało ,,jedynie,, 20mln, ale będzie to tylko rozwiązanie doraźne, które trzeba będzie powtarzać, co oczywiście , w dłuższej perspektywie wyniesie drożej niż jego definitywne oczyszczanie od razu.

Stuttgart
Natomiast jeśli chodzi o leżący niedaleko Helu tankowiec Franken, to w jego zbiornikach znajduje się jeszcze od 1,5 do nawet 5mln litrów mazutu (między 1200 a 4000 ton). Korozja tego wraku nie oszczędza i wkrótce może dojść do poważnego skażenia całej zatoki. Niestety z Frankena wydobywają się już różnego rodzaju toksyny, więc w obu przypadkach wyniki skażenia wody przekraczają normy kilkaset razy.

Wrak tankowca Franken

Zatoka Gdaniska, Zatoka Pucka, półwysep helski, to jedne z najbardziej turystyczny miejsce w Polsce. Ewentualna katastrofa ekologiczna będzie miała tragiczne skutki zarówno dla ekosystemu jak i gospodarki, która w sporej części opiera się o turystykę.
Tak jak już pisałem na wstępie, wojennych wraków jest w okolicach zatoki ponad trzydzieści, więc Franek i Stuttgart, to dopiero początek wojny o środowisko południowego Bałtyku. Sam Bałtyk kryje na swym dnie jeszcze wiele innych ekologicznych bomb zegarowych, w postaci chemicznych środków bojowych, zatapianych zaraz po wojnie przez wszystkich, którzy byli w ich posiadaniu. Ten temat jest tak samo pilny, gdyż zwykła stal, w wodzie ma bardzo krótką wytrzymałość na korozję. Grube kadłuby być może wytrzymają jeszcze kilka, kilkanaście lat, ale zwykłe metalowe beczki, w których się te toksyczne substancje znajdują, raczej są już na rezerwie okresu przydatności do użytku. Jak znam życie, to zainteresujemy się tematem, gdy dojdzie do jakiejś poważniejszej tragedii. Wielu rybaków już się z tym problemem spotkało i wiedzą co to znaczy poparzenie lub zatrucie po wyłowieniu beczki z takimi środkami. Podejrzewam, że dopiero tragedia na masową skalę ruszy temat. Wg mnie gazy bojowe i inne środki chemiczne zatopione w Bałtyku, wkrótce dadzą o sobie znać. Mam nadzieję, że nie trafi na kolonię jakiś maluchów, którzy przyjadą się dotlenić, a wyjadą się leczyć z ciężkich poparzeń.
Mapa wraków
Niestety sytuacja na święcie nie przedstawia się wcale lepiej. Szacuje się, że na dnie mórz i oceanów spoczywa jakieś 8500 wraków, z czego 6338 pochodzi z czasów II wojny światowej. W większości nadal zawierają w sowich zbiornikach mazut, w ładowniach broń, amunicję, substancje chemiczne, etc. ,który prędzej czy później staną się przyczyną niejednej katastrofy ekologicznej. Co możemy zrobić ? W skali świata być może nie za wiele, ale w skali jednego akwenu już całkiem sporo. Jeśli poruszymy wystarczająco opinię publiczną, to zarówno Polska jak i Niemcy (to w końcu ich okręty) znajdą na to środki. Biorąc pod uwagę miliony, które dostajemy z unii, a których nie wykorzystujemy i je zwracamy, to już dawno te problemy powinny być rozwiązywane praktycznie, a nie ciągle być obiektem niepotrzebnej debaty. Korozja nie będzie czekać aż się dogadamy ! Miliardy, które idą z budżetu państwa na różnego rodzaju dotacje dla Kościoła Katolickiego, też by się bardzo przydały. Modlitwy ani nie zatrzymają korozji, ani nie zapobiegną katastrofie. Tak wiec środki są, tylko nie są przeznaczane na to, co naprawdę ważne. Co możemy zrobić jako małe, biedne żuczki ?? W pierwszej kolejności należy poinformować o tym fakcie rodzinę i znajomych. Kopiujcie i udostępniajcie na waszych profilach


Autor: Jan Przewodnik

Prześlij komentarz

0 Komentarze