About Me

header ads

KUBA WĄTŁY: PIS JEST OSTROŻNIEJSZY NIŻ W 2015 ROKU. WYGASZA WSZELKIE ŹRÓDŁA KRYTYKI

Dlaczego skrajna prawica wygrywa w polityczne internety? Bo nasza strona ma anachroniczny kompleks równowagi. Jeśli zapraszamy do studia lewicowca, to musi być w nim też i prawicowiec. Zawsze z żałością obserwowałem, kiedy w Superstacji pojawiał się Rafał Ziemkiewicz. Zadawałem wtedy pytanie, po jaką cholerę zapraszany jest tu ten człowiek – z dziennikarzem Kubą Wątłym rozmawia Przemysław Witkowski.




Przemysław Witkowski: Zwolniłeś się z Superstacji czy ciebie zwolnili?


Kuba Wątły: Oczywiście, że mnie zwolnili. Zrobili to z bardzo prostego powodu. Prawo i Sprawiedliwość i cała postprawica zdają sobie sprawę, że muszą być dużo bardziej zapobiegliwi niż w 2005 roku. Wygasza się wszelkie źródła krytyki. Nieważne, czy ona jest wielka, duża, średnia czy wątła, to nie ma znaczenia. Tym bardziej, kiedy właściciel Polsatu i Superstacji Zygmunt Solorz-Żak ma dużo większe i poważniejsze interesy, na przykład w segmencie energetycznym.

Jak wyglądał twój ostatni okres pracy w stacji?

Nagrywaliśmy program – nie był on emitowany na żywo, właśnie po to, żeby można go było cenzurować. Dostałem komunikat, że mam nie wymieniać nazw partii, nazwisk polityków, nie mówić o mediach publicznych i Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. W maju programy Elizy Michalik i moje przestały pojawiać się w mediach społecznościowych telewizji. Chodziło o stałe, zautomatyzowane zmniejszanie zasięgów tego, co robimy. Wszystko było podciągane pod hasło-wytrych, że Superstacja ma być kanałem tabloidowym. Mieliśmy rezygnować z polityki. Tylko że to właśnie ona stanowiła 80% rynkowego sukcesu stacji.

Przed tobą zakończyła współpracę z Superstacją Eliza Michalik.

Tak.

To podobny case?

I tak, i nie. Eliza robiła programy z politykami. Ja z kolei miałem żelazną zasadę, że z nimi nie rozmawiam. Dlaczego? Bo z nimi nie ma o czym rozmawiać już od bardzo bardzo dawna i jeszcze długo, długo nie będzie, jeśli dalej będą to ludzie tego formatu.

Nie było polityków, więc kogo zapraszałeś, żeby z nimi rozmawiać o polityce?

Przede wszystkim ekspertów – socjologów, politologów, ekonomistów, często bardzo niszowych – niekomentujących pod dyktando jednej czy drugiej partii, tylko rzeczywiście niezależnych w swoich opiniach.

Były na ciebie skargi polityków czy widzów?

Tak. Sygnały formalne i nieformalne płynęły ze strony Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która w obecnym kształcie jest politycznym przedłużeniem ręki Prawa i Sprawiedliwości.

Stacja była karana za twoje programy?

Tak. Raz było to nawet sto tysięcy złotych. W efekcie zawieszano mnie, odwieszano. Raz taka przymusowa przerwa w pracy trwała aż kilka miesięcy.

Jaka była bezpośrednia przyczyna twojego zwolnienia?

To był program, którego gościem był Ziemowit Szczerek. Tutaj ta autocenzura sięgnęła zenitu i programu nie wyemitowano. Na Twitterze rozpętała się burza i dla właścicieli kanału był to doskonały pretekst, żeby mnie zwolnić. W całej tej sprawie prezes Superstacji Adam Stefanik zachował się jednak fair. To właściciel kanału naciskał. Powiedziano mu wprost, że decyzje zostały już podjęte, i to dużo wyżej.

Co teraz będziesz robił?

To, co zacząłem robić już wiele, wiele lat temu. Jestem i byłem nie tylko dziennikarzem i komentatorem, ale stałem się aktywistą. W sierpniu 2018 r. utworzona została Fundacja Obywatelska. Chcemy powołać pierwsze w Polsce medium w pełni obywatelskie. Pod tym hasłem kryje się stacja radiowa z wizją, nadająca na żywo w sieci i poprzez aplikacje na iOS i Androida. Nie będzie to medium zależne od polityków czy wielkiego biznesu, a tylko i wyłącznie od swoich słuchaczy i widzów. I ich będzie traktować w sposób podmiotowy, a nie przedmiotowy, jak od trzydziestu lat robią to wszystkie media.

Co to znaczy w praktyce?

Stacja radiowa na żywo, podgląd w czasie rzeczywistym, bezpośredni kontakt z widzami i słuchaczami, streamy z demonstracji, bezlitosne komentarze, goście, których boją się zapraszać media głównego nurtu, zero świętych i świętości, twarde fakty w trudnych materiach, żadnych taryf ulgowych, programy ludzi, którzy się nie cackają. Prawica już dawno to robi i są tego efekty – dominują dziś w polskich mainstreamowych mediach.

Dlaczego skrajna prawica wygrywa w polityczne internety?

Odpowiedz jest całkiem prosta. My mamy kompleks zupełnie już nieaktualnej współcześnie równowagi. Polega na tym, że jeśli zapraszamy do studia lewicowca, to musi być w nim też i prawicowiec. Zawsze z żałością obserwowałem, kiedy w Superstacji pojawiał się Rafał Ziemkiewicz. Zadawałem wtedy pytanie, po jaką cholerę zapraszany jest tu ten człowiek. On ludzi o odmiennych od siebie poglądach nigdy nie zaprasza do swoich programów. To na tym wygrywa prawica. Oni zlewają kompletnie drugą stronę. Odnoszą się tylko do swojego własnego towarzystwa i swojej problematyki, hodując nie wyborców, a wyznawców. Tak zaczął w Stanach w telewizji Fox Rupert Murdoch i to rozlało się na cały świat.

Też byś tak chciał?

Nie. Nie chodzi, żeby ten schemat powielać, ale żeby go nie wzmacniać. Nie chorować na ten patologiczny syndrom równowagi. Stosujmy pozytywną nierównowagę, która polega na tym, że będziemy tworzyć platformy dla nas, naszego punktu widzenia i światopoglądu. Żeby rozmawiać z ludźmi o tym, jakie my mamy pomysły na przyszłość, jak ludzie je widzą. A nie transferować im to, co dla nas jest zupełnie chore, patologiczne i zboczone – czyli wszystkie te bzdury od ideologii gender po uczucia religijne, którymi próbują zdominować dyskusję publiczną prawicowcy. Oni dawno zlali symetrię, która rządzi mediami liberalnymi. Oni traktują nas jak oszołomów, to potraktujemy ich tak samo, tylko trzy razy bardziej i u siebie.

Myślisz, że lewica i liberałowie zaniedbali przestrzeń w kategoriach politycznych?

Totalnie tak. Efektem tego jest patologiczny stan tej nierównowagi. Policzyłem jakiś czas temu – postprawica ma już prawie dwadzieścia ośrodków medialnych po swojej stronie. Czy Marcin Rola, czy Telewizja Narodowa, czy Telewizja Trwam, czy Telewizja Republika – nieważna jest zawartość zsypu, tylko sam fakt jego istnienia. Nie tylko w internecie.

Myślisz, że to jest w ogóle w Polsce realne, żeby nasza strona zaproponowała coś, co odniesie w tym segmencie sukces?

Jest na to rynek, absolutnie. Mówiąc o naszej stronie, mam na myśli grupy ludzi, którzy zaczynają rozumieć, że jedna strona ma „Nasz Dziennik”, druga „Gazetę Wyborczą”. Jedna Radio Maryja, druga Tok FM, jedna Telewizję Trwam, druga TVN24.

Moja fundacja dzięki drobnym, prywatnym wpłatom, w ciągu niewiele ponad czterech miesięcy zebrała ponad trzysta tysięcy złotych na ten projekt. A jeszcze nie nadajemy. Jestem przekonany, że jak będzie w sieci już konkret, będzie jeszcze lepiej.

Plan minimum – plan maksimum?

Minimum – że to będzie dodatkowe zajęcie dla ludzi zaangażowanych w nasze medium, a przy tym zarobki takie, żebyśmy mieli na fajki. Maksimum – to żeby była to dla nas pierwsza praca.

A w materii zasięgi? Grupy docelowe?

Mówi się, że nie należy rozmawiać i mówić do przekonanych. Jest to absolutna bzdura. Nie mam zamiaru tworzyć medium, które będzie przekonywało zwolenników postprawicy, że nie mają racji. Na tym etapie interesuje mnie coś innego. Medium obywatelskie powinno zwiększać zasięg wśród przekonanych. Ci ludzie najczęściej nie mają własnego ośrodka medialnego, w którym mogliby docierać swoje poglądy, prowadzić dyskusję, wejść w dialog. Ja chcę go im stworzyć.

Wiesz, że to była początkowo strategia Radia Maryja?

Tak. I tak ono odniosło medialny sukces. Nie wiem, czy pamiętasz Telewizję Puls. Na bazie franciszkańskiej Telewizji Niepokalanów, dzięki wsparciu spółek skarbu państwa, takich jak PKN Orlen, KGHM Polska Miedź, Polskie Sieci Elektroenergetyczne, PZU Życie oraz Prokomu, miała powstać telewizja z ducha katolicka. W otoczeniu seriali, programów śledczych i profesjonalnych wiadomości miała promować odpowiednie religijne wartości. W tym samym czasie Radio Maryja skupiło się na niszy już przekonanych. I kto teraz istnieje i dalej wpływa na polskie życie polityczne? Ojciec Dyrektor. Co się stało z tamtym Pulsem? Zbankrutował. To doskonały ponadczasowy przykład. Chcesz robić media zaangażowane ideologicznie? To te media robisz dla swoich. Potem wychodzisz do reszty.

Autor: Przemysław Witkowski
Artykuł ukazał się w Krytyka Polityczna 04.09.2019

Prześlij komentarz

0 Komentarze