About Me

header ads

WOJNA LGBT Z LGBT. SPOŁECZNOŚĆ PODZIELONA?

„Mam już dosyć życia, strachu i obaw, że złamię serca moim rodzicom, gdy powiem im, że jestem homoseksualny. Czasami biorę do ręki cyrkiel i myślę o tym, żeby się zabić, żeby wbić go sobie w szyję. Pomyślałem, że do Pana najpierw napiszę. Ja nie wiem, czy Pan za takie wsparcie bierze pieniądze, ale ja naprawdę nie mam Panu z czego zapłacić.”

Napisał jakiś czas temu 15 latek.


TRWA WOJNA

Wojna generuje ofiary. W wojnie Kościoła i władzy z LGBT, ale przede wszystkim wojnie ekstremistów LGBT z nie ekstremistami LGBT, ofiar jest sporo. Są nimi dojrzewający nastolatkowie.

Wcale nie są nimi dorośli geje i lesbijki, którzy w poczuciu coraz większej beznadziei zastanawiają się nad emigracją. Dorosły sobie poradzi. Dzieciak nie może wyemigrować.

13,14,15-latek, który właśnie uzmysławia sobie, że jest homoseksualny, biseksualny albo transpłciowy, zostaje absolutnie sam ze swoimi samobójczymi myślami. Zostaje ze strachem i pytaniami, co się stanie jeżeli poinformuje bliskich o swojej tożsamości?

Dlatego to na dorosłych gejach i lesbijkach spoczywa odpowiedzialność za te przestraszone dzisiaj dzieci, które nie są w stanie wytłumaczyć swoim konserwatywnym rodzicom, zaprogramowanym przez prawicowe media i Kościół, że one nie są takie, jak przebrane panie, które szły w Marszu Równości z waginą, parodiując procesję katolicką.

Że nie są takie jak Mariusz Drozdowski vel „Jej Perfekcyjność”.

Wrzucane każdego ranka (a prawie każdego jest to nowy chłopiec) mogą wzbudzić pewne podejrzenia i oskarżenia prawej strony. Nikt nie będzie się zastanawiał, czy chłopcy ze zdjęć mają lat 14 czy jednak 17, tylko młodo wyglądają; czy J.P. utrzymuje z nimi kontakty seksualne, czy tylko skopiował(a) zdjęcia z internetu. Przekaz może być jasny: brylująca na paradach JP demoralizuje dzieci.

Warto być poza podejrzeniami.

Jak mi powiedziała jedna z pracownic pewnej znanej organizacji na rzecz osób LGBT+ „No wiemy, wiemy o tym od dawna, ale nie będziemy przecież uderzali w swojego”. No cóż. Skądś znam tę retorykę. A tak! Z Kościoła.

Wreszcie, te przestraszone dzieci nie zdołają wytłumaczyć swoim konserwatywnym rodzicom, że one nie są jak pomalowani panowie z biustonoszami na głowach, którzy założyli zakon „Sióstr nieustającej przyjemności”.


I nie są jak cała rzesza aktywistów, których sposobem na życie są prowokacje i niekończąca się impreza. Aktywistów, których nadrzędnym celem jest niepohamowana chęć zaistnienia. Bo wielu z nich o to w tej „walce o równe prawa” chodzi. O fotoreporterów i kamery telewizyjne. O potrzebę bycia zauważonym. O zdjęcie, krótki film, kanał YouTube, instarelację.

Ale tę potrzebę i jej przyczynę rozwiązuje się na terapiach, nie na marszach, nie w telewizji i internecie.

PÓKI TACY LUDZIE SĄ LIDERAMI, NIE BĘDZIE W POLSCE ŻADNYCH PRAW

Wielu współczesnych liderów od kilku lat zamienia życie osób LGBT+ mieszkających w Polsce w coraz większy koszmar. Rujnują życiorysy nastolatkom. Robią to, bo o nich nie myślą. Mam wrażenie, że robią to, bo nie myślą w ogóle. To oczywiście często wspaniali, bardzo mili prywatnie ludzie, ale pozbawieni wyobraźni.

Walka o prawa to przede wszystkim strategie. Dyplomacja, umiejętność słuchania, dyskusja i spryt. Z tego rodzi się siła, która pociąga ludzi za sobą. To przynosi efekty.

Konstruktywna walka to często okrągłe stoły i porozumienia.

Skrajności w polityce, te w życiu publicznym i od lat w społeczności LGBT+, opłacają się tylko tym, którzy są ich autorami. Im chodzi o sławę, władzę i pieniądze.

Jednak najbardziej niebezpiecznym powodem popadania w skrajności jest niestety głupota. Z głupim, który ma parcie na szkło, nie sposób się porozumieć, bo głupi dla pięciu minut sławy zrobi wszystko.

Jednym poderżnięciem gardła kukle z wizerunkiem arcybiskupa Jędraszewskiego, zniszczy nawet opinię 2 milionom obywateli.

AGRESJA, ZACIETRZEWIENIE I BRAK EMPATII TRAWIĄ SPOŁECZNOŚĆ LGBT+ W POLSCE

Betonują 1,9 miliona homoseksualnych osób w ich domach. Oni nie chcą wychodzić ze swoich bezpiecznych czterech ścian, wystawiać się i protestować. Mogliby, ale z jakiegoś powodu nie wychodzą. Może czas ich wysłuchać i zapytać – dlaczego?

Media ogólnopolskie nie pokazują maszerujących pokojowo ludzi. Gejów, lesbijek i ich sojuszników chcących żyć w normalny sposób, w zdrowym kraju. Pokazują skrajności. I nie ma się co mediom dziwić. Szukają sensacji, a skoro ta sensacja serwowana jest im pod samo oko obiektywu, dlaczego mają z niej rezygnować?

Kto więc ponosi odpowiedzialność za skrajności na marszach?

Kamery? Dziennikarze? Czy społeczność i organizacje, które nie są sobie w stanie poradzić z nieodpowiedzialnym szaleństwem, które ciągnie wszystkich na dno Rowu Mariańskiego?

Gdy padają pytania kierowane do ekstremistów, „O co walczycie”? Odpowiadają jednogłośnie, że „O równe prawa”, ale zapytani: „Dlaczego w Polsce jest coraz gorzej? Niebezpieczniej? Dlaczego ta wasza walka i ten rodzaj retoryki nie działają? Dlaczego nie przekonują ludzi, nie dają pola do konstruktywnej dyskusji?

Opowiadają i winnych dostrzegają wszędzie, tylko nie w swoich zachowaniach, błędnych decyzjach i nieprzemyślanej strategii działania.

Krytykowani przez gejów i lesbijki na forach, na portalach społecznościowych, proszeni o to, aby nie prowokowali, aby nie dolewali oliwy do ognia, nie teraz. Aby nie dawali paliwa obecnej władzy – atakują.

Rzucają się do gardeł innym gejom i lesbijkom. Zamiast merytorycznej dyskusji dostaje się bana i wylatuje z grup LGBT na Facebooku. Na pożegnanie otrzymuje się wiązankę słowną: „katotalib”, „ch*j”, „prawicowy zj*b”. „Odpie**ol się od naszych macic” i oczywiście – „wypie**alaj”.

MIŁOŚĆ, WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, TOLERANCJA

Prawo do świętowania powinniśmy mieć wszyscy.

Niestety polska społeczność LGBT+ znajduje się nad przepaścią. Grożą ustawy zakazujące „promocji LGBT”. Grozi jeszcze większa nienawiść ze strony nieprzekonanych. Kolejne miasta i ich samorządy przyjmują uchwały „przeciwko LGBT”. Jest już kilkadziesiąt polskich miast na razie „symbolicznie” wolnych od LGBT.  Co więc świętować? Ostatnie dni wolności?

BRAKUJE ŚRODKA, SPOKOJU, ROZWAGI. PO OBYDWU STRONACH BARYKADY

Próbuję sobie wyobrazić czarnoskórego w czasach Apartheidu, który walczy o niepodlegające dyskusji prawa do godnego traktowania i ten czarnoskóry w ramach swojego protestu, w ramach zwrócenia uwagi na problemy wszystkich czarnoskórych, bierze na przykład białą, utuczoną świnię, siodła ją i ujeżdżając uderza od czasu do czasu świnię pejczem. Głośno przy tym krzycząc: „Równość, wolność, tolerancja”.

Tak jawi się polskim obywatelom dzisiejsza walka wielu osób LGBT+ o prawa do zawierania związków partnerskich i prawo do godnego traktowania. Świnia z siodłem i pejczem.

Człowiek nagi, to człowiek piękny i wolny. Ktoś jednak kiedyś ustalił, że w świecie zachodu po ulicach nago się nie chodzi. Nago można w domu, na plażach naturystów, w saunie.

Ludzie się dogadali i przyjęli, że do opery nie idzie się w krótkich spodenkach. Na wesele nie zakłada się gumiaków i wszędzie, nawet w burdelu obowiązują jakieś normy społeczne. Jakiś dress code.

Dlaczego więc przestrzeganie tych norm dla jednych jest oczywiste, dla innych niekoniecznie i Ci ostatni traktują je wybiórczo?

Nie widziałem na żadnym ślubie pana młodego w dresie, natomiast kilka razy zobaczyłem na ulicy, w ciągu dnia, w środku miasta, spacerujących dorosłych mężczyzn ubranych tylko w lateksowe majtki i psie smycze przywiązane do szyi. Spotkałem ich na warszawskich paradach. Spotkały też kamery telewizyjne i spotkali fotoreporterzy. I nie byłoby w tym nic bulwersującego. Nagość jest piękna. No, ale jednak katolicki kraj, ulica, nie dark room, nie sypialnia.

Ma się wrażenie, że tutaj nie obowiązują żadne zasady, żaden savoir vivre. A gdy ktoś postuluje, żeby obowiązywały, dostaje w gębę bluzgiem, a na czole tatuuje się mu napis „homofob”.

BEZ NATYCHMIASTOWEJ REWOLUCJI WSZYSCY PRZEGRAJĄ

Na Marszach Równości i warszawskiej paradzie musi nastąpić organizacyjna rewolucja.

Bez setek wolontariuszy tworzących szpaler z obydwu stron marszu i bez konkretnych wytycznych organizatorów, marsze zawsze będą skazane na klęskę. Nie organizacyjną, a merytoryczną.

Zamiast przekonywać nieprzekonanych, będą budziły coraz większą niechęć i jak widać budzą. Dziś do marszu może dołączyć każdy, także agresywne feministki z „cipkomaryjką” na patyku. Może dołączyć „Jej Perfekcyjność”.

BRAK STRATEGII

Społeczność LGBT nie ma żadnej strategii walki o swoje prawa, ani opracowanych metod przekonywania tradycyjnego i katolickiego społeczeństwa do siebie. A nawet jeśli jakieś ma, ekstremiści niszczą jej działania.

Władza i Kościół wyczuły, że to idealny temat, w który można walić z kałacha, odwracając jednocześnie uwagę od pedofilii wśród księży. Wyciskają społeczność jak cytrynę. Organizatorzy marszów zamiast się do nich dobrze, inaczej niż zwykle przygotować. Zamiast zminimalizować ryzyko pojawienia się jakichkolwiek prowokacji. Zamiast zaproponować chociaż raz marsz milczenia, na przykład ze świecami w ręku, po to, żeby zwrócić uwagę całego świata i nie dawać paliwa PiS, ciągle idą tym samym, niesprawdzającym się w Polsce utartym szlakiem tęczowego, wiecznego party. Na nim kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy pięknych, młodych ludzi z chorągiewkami w dłoniach. Śpiew, taniec, muzyka. Wspaniały widok.

Gdzieniegdzie tylko przechadza się jakaś „osiodłana świnia i pejcz”, a za nią operatorzy kamer i całą ideę diabli wzięli.

I wtedy w domach cyrkle w dłoniach trzymają 15 latkowie, bo jeżeli takie mają mieć wsparcie ze strony społeczności, to wolą myśleć o śmierci.

Z RELIGIĄ NIE MOŻNA WYGRAĆ WOJNĄ. WSZYSTKIE WOJNY RELIGIJNE BYŁY KRWAWE

Ludzi trzeba uczyć, trzeba im pokazać.

Wiele homoseksualnych par prowadzi udane życie w małych wioskach w Polsce i te lokalne społeczności wiedzą, że Pan X z Panem Y, są ze sobą w związku od 20 lat. I nikomu ten ich związek nie przeszkadza. Nie przeszkadza, bo ludzie ich znają. Bo panowie są dla tej społeczności mili i gdy mijają przydrożną kapliczkę z Maryjką, nie rysują na niej penisa, ani cipki.

JESTEŚMY PRUDERYJNYM NARODEM

Każdy weekend w Polsce pokazuje, że toniemy w hipokryzji. W nocy z soboty na niedzielę kolejki do monopolowych nie mają końca. Z półek znika cały zapas alkoholu. Na chodnikach „kur•a, zaraz Ci przypie••olę”, pojawia się równie często, jak klaksony samochodów, które próbują przegonić pijanych macho z ulicy. Obok w krzakach jeden z drugim drechem obracają na wszystkie strony dopiero co poznane panny.  Oczywiście obracają je bez prezerwatyw. Im jak wiadomo grozi tylko ciąża, nie HIV. HIV to według nich choroba, która nie dotyka heteroseksualistów. Warszawa pod tym względem w każdy weekend to jeden wielki heteroseksualny burdel.

Niestety obowiązuje pewnego rodzaju prawda czasu. Dziś to oni mają głos, ich jest więcej i można z nimi albo iść na czołowe zderzenie, albo próbować ich jakoś do siebie przekonać.Wybór jest prosty: albo – albo.

Gdy Harvey Milk, amerykański działacz i polityk w latach 70tych XXw. przecierał najważniejsze szlaki w Ameryce i wywalczył prawa dla osób LGBT+, na Marszu Równości pojawił się w długich spodniach i t shircie. Nie w majtkach. Walczył w sposób stanowczy, ale elegancki.


Tego zdecydowanie brakuje we współczesnej walce. Elegancji.

PORA NA ZMIANY

Może warto pisać do organizacji i stowarzyszeń LGBT+ i pytać co dalej z tymi, którzy szkodzą 2 milionom Polaków? Oficjalnie 2 milionom, bo nieoficjalnie osób homoseksualnych i biseksualnych, które do swoich orientacji w statystykach się nie przyznają, jest co najmniej drugie tyle.

Może warto pytać jak będą wyglądały kolejne marsze? Może warto reagować na marszach i zacząć wypraszać z nich tych, którzy demolują tytaniczną pracę jaką wykonano w Polsce przez ostatnich 30 lat?

Krzywda jakiej doświadczają osoby LGBT+ od niepamiętnych czasów, nie podlega żadnej dyskusji. Wielu gejów, wiele lesbijek i wiele osób transpłciowych straciło życie przez uprzedzenia, nienawiść i dyskryminację, ale jeżeli coś nie działa, jeżeli ludzie wciąż cierpią, należy zmienić taktykę. Jeżeli nie ma się pomysłu na nowe strategie, nową walkę o równość, korzystajmy z dobrych doświadczeń historii. Dobrym doświadczeniem historii jest Harvey Milk. Dobrym doświadczeniem jest świadectwo matki Bobby’ego Griffitha – Marry Griffith. Obydwie historie zostały zekranizowane w filmach „Obywatel Milk” i „Modlitwy za Bobby’ego”. To dzięki między innymi tym osobom społeczność LGBT+ w Ameryce jest dzisiaj wolna.

Planowałem wziąć udział w Marszu Równości w Katowicach, ale w związku z tym, że 10 sierpnia „Jej Perfekcyjność” zbierał/a w Katowicach pieniądze na ten marsz, reklamując go i nikt się od tego nie odciął. W związku z tym, że nie było żadnej reakcji społeczności i organizacji na treści jakie od lat zamieszcza na swojej stronie, w tej sytuacji nie będę się podpisywał pod takimi marszami i niech to będzie mój pierwszy krok do zmian na lepsze.

A 15 latek… Po kilku dniach rozmowy przestał odpisywać na wiadomości. Konto na Facebooku, z którego napisał było prawdopodobnie założone tylko do celów wysłania tej trudnej dla niego wiadomości. Mam nadzieję, że nic się nie stało sobie poradzi.


Źródło: lgbtpolska.com
Zachęcamy także do polubienia naszej strony na Facebooku https://www.facebook.com/sharer.php?u=http://lgbtpolska.com/wojna-lgbt-z-lgbt-spolecznosc-podzielona/ .
Masz pytania? Chcesz podzielić się z nami ciekawą historią? Napisz: kontakt@lgbtpolska.com

Prześlij komentarz

0 Komentarze