About Me

header ads

Zimowa susza – jakie mogą być skutki?

Święta Bożego Narodzenia i Sylwester bez śniegu stał się już praktycznie normą. Początkowo można było pomyśleć, że pora roku trochę się przesunęła, ale ostatnie lata pokazują, że śnieg nie tylko pojawia się później, ale i jest go co raz mniej. Zimowa susza w Polsce – termin, który kiedyś mógł się wydawać inspiracją do powieści science fiction, dziś staje się realnym problemem. I o tym w dzisiejszym tekście.

Jak pisałem już wcześniej susza to zjawisko naturalnie występujące w przyrodzie. Jednak działalność człowieka, a przede wszystkim emisji gazów cieplarnianych spowodowały, że wiele naturalnych zjawisk zyskało na sile – ekstremalne susze, powodzie, wichury i inne pojawiają się co raz częściej i są co raz bardziej intensywne. Zmiany klimatu przyczyniły się przede wszystkim do intensyfikacji suszy atmosferycznej – czyli wydłużaniu się okresu bezopadowego, bo jak już pada to jest to punktowa ulewa, z której mało wody wsiąka w przesuszoną glebę.

Jeśli chodzi o okres zimowy to tak jak pisałem w poprzednim wpisie: W Polsce należy się spodziewać wzrostu opadów w okresie zimowym przy jednocześnie malejącej częstotliwości opadów śniegu oraz skróceniu okresu zalegania i grubości pokrywy śnieżnej (Stalker i Kundzewicz, 2008). Tylko, że będą to opady deszczu, które bez odpowiedniej retencji będą spływać, a nie wsiąkać do gruntu. A nawet lekko zmrożona ziemia będzie dla wody barierą porównywalną do ziemi przesuszonej. Gdyby to były opady śniegu, to większa ilość wody zasilałaby wody podziemne.

Oprócz zmiany w opadach wpływ na bilans wodny mają też rosnące temperatury, także w okresie zimowym. Jak pokazała tabela dla wielkopolski przytoczona w artykule O pojezierzu gnieźnieńskim część II. Opad vs parowanie. Lej depresyjny.  największy przyrost wielkości parowania będzie obserwowany właśnie w miesiącach zimowych. Wzrost parowania półrocza zimowego to ponad połowa z prognozowanego wzrostu całorocznego parowania (Szwed, 2016).

Ważnym elementem całej tej układanki jest reżim polskich rzek – czyli zmienność przepływu w rzekach w ciągu roku w oparciu o wieloletnie obserwacje. W Polsce wyróżnianych jest 5 typów reżimu. Pod każdym zamieszczam wykresy jak wygląda rozkład przepływu w danym typie rzeki – z publikacji Wrzesiński, 2018:


  • śnieżny (niwalny) silnie wykształcony – gdy przepływ wiosną nie przekracza  przekracza 180% średniego przepływu rocznego;

  • śnieżny (niwalny) średnio wykształcony – gdy przepływ wiosną wynosi 130-180% średniego przepływu rocznego;

  • śnieżny (niwalny) słabo wykształcony – gdy przepływ wiosną nie przekracza 130% średniego przepływu rocznego;

  • śnieżno-deszczowy (niwalno-pluwialny) – gdy przepływ wiosenny wynosi 130-180% średniego przepływu rocznego i wyraźnie zaznacza się wzrost przepływu w miesiącach letnich – co najmniej 110% średniego przepływu rocznego;

  • deszczowo-śnieżny (pluwialno-niwalny) – gdy średni przepływ miesiąca letniego jest wyższy lub prawie równy średniemu przepływowi miesiąca wiosennego i w obu przypadkach przepływ wynosi na ogół 130–180% średniego przepływu rocznego


Jeśli chcecie wiedzieć do jakiego reżimu zaliczają się rzeki w Waszym regionie to odsyłam to publikacji Wrzesiński, 2018 (link na końcu artykułu). Na potrzeby dzisiejszego wpisu warto wiedzieć, że pierwsze trzy typy, w których przepływ jest zależny od topnienia śniegu to 65,5% z 516 posterunków położonych na 280 rzekach Polski. A gdy dodamy do tego jeszcze czwarty typ śnieżno-deszczowy to wychodzi 95,3% wszystkich punktów pomiarowych. Do analiz autor użył danych o dziennych wartości przepływów z lat 1971–2010 uzyskanych od IMGW-PIB.

Dane te pokazują jakie ważne dla przepływu polskich rzek są opady śniegu, a to właśnie ich mamy coraz mniej. Jak pokazano na jednej z konferencji w ramach projektu Stop Suszy deficyt opadów narastał od 2010 roku. Jak widać na poniższej mapie wskaźnik klimatycznego bilansu wodnego – KBW (uwzględnia wielkość opadu i straty na parowanie) był dodatni lub bliski neutralności w 1987, 2001, 2010 i 2017 dla obszaru całego kraju. W pozostałych latach ujemne wartości występowały co najmniej w centralnym pasie od województwa lubelskiego, przez wielkopolskie i łódzkie, po mazowieckie. Przy czym warto zwrócić uwagę, że od 2003 w centrum KBW było ujemne w 9 z 18 analizowanych lat, z rozległą suszą w 2003, 2015 i 2018, która powtórzyła się jeszcze w minionym 2019. Te bardziej mokre lata nie uzupełniają strat lat suchych.
prezentacja Stop suszy – Susza atmosferyczna z dnia 22.03.2019 r.

A jak wygląda trwają zima? Wystarczy zajrzeć na stronę portalu Posucha, żeby zobaczyć jak na poszczególnych stacjach meteorologicznych kształtuje się wartość innego wskaźnika EDI mówiącego o deficycie opadu. Dla przykładu załączam wykres dla mojego miasta. Opady jesienno-zimowe, które do tej pory u mnie się pojawiły nadal są poniżej wieloletnich norm…

W efekcie poziom wody w rzekach niewiele się poprawia i na mapach z innego portalu Pogodynka nadal dominuje kolor czarny i niebieski. Jeśli taka sytuacja opadowa się utrzyma to poziom wody w rzekach za szybko się nie podniesie.

Rzeki będą dalej drenować zasoby wód podziemnych powodując dalsze obniżanie się ich poziomów. Państwowy Instytut Geologiczny (PIG-PIB) wydał prognozę na styczeń o dalszym zagrożenie suszą hydrogeologiczną.
Jak czytamy w komunikacie: „Na wskazanych obszarach, w wyniku obniżenia zwierciadła wód podziemnych, mogą wystąpić utrudnienia w zaopatrzeniu w wodę z płytkich ujęć wód podziemnych (indywidualne studnie gospodarskie) oraz z ujęć komunalnych eksploatujących pierwszy poziom wodonośny.”
Żółte i czerwone punkty to te najbardziej zagrożone rejony.

Nie chcę być czarnowidzem, ale przeczuwam, że przyszły rok może przynieść nam kolejną suszę. Jak intensywną? Wszystko od tego jak często będzie padało i jak intensywnie. Bo warto na zakończenie jeszcze wspomnieć, że wg wielu modeli, w tym także wykonanym na potrzeby projektu Stop Suszy, widać, że wydłużać się będą okresy bezopadowe, liczba dni ciągłych małych opadów będzie maleć, a liczba pojedynczych dni z wysokimi opadami będzie rosnąć. Czyli w kolejnych latach możemy co raz częściej spodziewać się sytuacji z ubiegłego 2019 r, gdy wiosenna susza, została lekko osłabiona przez chłodniejszy i opadowy maj, a w czerwcu wróciła i rozwijała się dalej, przerywana lokalnie ulewami, które powodowały lokalne powodzie opadowe.

I potwierdzeniem moich przeczuć może być post z FB z profilu Pogoda w stolicy, jak i w okolicy

… Takiej zimy nie było co najmniej od 1951 roku…

No i mamy zimę 60-lecia, albo i rekordową w historii pomiarów. Wczoraj pytałem was o co może chodzić i odpowiedź padła – mamy 9 stycznia, a pokrywa śnieżna w tym sezonie jeszcze się nie pojawiła. Oznacza to że mamy rekord!  Wcześniejszy należał do zimy 1960/61, kiedy to pierwszy śnieg spadł 8 stycznia.

Co więcej – nawet w prognozach długoterminowych śniegu nie widać. Ba, nie widać nawet nocnych mrozów, co powoduje, że niektóre rośliny się rozwijają – na wierzbach pojawiają się bazie, zaczynają kwitnąć pigwowce czy leszczyna, a woda w rzekach jest wyjątkowo ciepła jak na styczeń.

Autor:
dr Sebastian Szklarek 
adiunkt w Europejskim Regionalnym Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk w Łodzi
swiatwody.wordpress.com

Prześlij komentarz

0 Komentarze