About Me

header ads

Jak wspieramy onkologię.


To zdjęcie powinno wisieć na każdym oddziale onkologicznym.
Z okazji Walentynek...
Przez 30 lat nie było nad nami twardej łapy. Nie było oprawcy, który trzymałby wszystkich krótko za przysłowiową gębę.
Nie było surowego ojca, męża, który daje po mordzie, demoluje mieszkanie, ale po chwili przynosi kwiaty i prezent, żeby udowodnić, że kocha.
Tyleśmy razy na przestrzeni wieków dostali manto, że tych 30 lat wolności zaczęło nas po prostu uwierać.
Więźniowie, którzy odsiadują 25 letnie wyroki, często nie chcą wychodzić na wolność. Są nieporadni jak dzieci.
Boją się tej wolności.
Polska zawsze była czyimś więźniem. I na wolności Polacy wytrzymali tylko 30 lat.
Większość z nas wyniosła z domu wzorzec ojca alkoholika, który regularnie stosował przemoc.
A jeśli nie alkoholika i nikt w domu przemocy nie stosował, to prawie wszyscy mamy zaburzone poczucie własnej wartości. Absolutne niedostatki w miłości. Poczucie odrzucenia.
Z różnych powodów. To temat na długą dyskusję i często wieloletnie terapie.
Córka, która naoglądała się w dzieciństwie jak tata tłukł mamę, z dużym prawdopodobieństwem sama wejdzie w podobne, przemocowe, albo pełne uzależnień relacje. Syn także. Zacznie chlać, ćpać, może zostanie hazardzistą.
I Polska jest taką córką i takim synem. Bitymi przez wieki, wolnymi przez chwilę i znowu bitymi.
Czegoś ludziom brakowało.
Pojawił się Kaczyński. Surowy, chłodny, pozbawiony empatii.
Leje wszystkich jak leci, ale daje kwiaty i prezenty. Dobry tata.
Wypełnił pustkę.
Mnie gest posłanki Lichockiej z PiS (Dlaczego jeszcze posłanki????) nie dziwi.
Oni tego fu*ka pokazują Polakom od dnia, w którym zrozumieli, że mają władzę absolutną.
Dziwi mnie jednak fakt, że gdy posłanka tym gestem daje jasny sygnał obywatelom, że są nic nieznaczącym ścierwem.
Ściekiem, któremu można zaśmiać się cynicznie w twarz. Że gdy przedstawicielka władzy, wybranka narodu, tym środkowym palcem oznajmia swoje zwycięstwo i świętuje 2 miliardy zł przyznane na propagandę TVP, a nie dla ludzi chorych na raka, wielu rodaków nie czuje uderzenia w twarz. Nie czują żrącej, gorącej jeszcze śliny, która splunięta spływa po ich policzkach.
Nadal mają zamiar głosować na przemoc, agresję, na surowego ojca.
To nic, że bije, ale przecież wciąż daje prezenty. Dobry tata...
Nie pałamy sympatią do Rosjan. Dlaczego?
Bo jesteśmy patetyczni, dumni i uzależnieni od przemocy.
Zupełnie jak oni.
Przejrzenie się w lustrze czasami boli.
Polska od zawsze ma syndrom sztokholmski (syndrom bitej żony - ofiary, która odczuwa więź ze swoim oprawcą) i jeżeli jakikolwiek zdrowy psychicznie i emocjonalnie polityk chce wygrać wybory i uratować ten kraj, już teraz powinien pracować nad darmowym i natychmiastowym dostępem Polaków do terapeutów. Szczególnie w szkołach.
Sami sobie z tą zakodowaną genetycznie tęsknotą do cierpienia nie poradzimy. Będziemy w nieskończoność szukali przemocowych relacji, przemocowych sytuacji, konfliktów i przemocowego ojca narodu. Surowego, agresywnego, krzyczącego i takiego, który nie potrafi powiedzieć i okazać - KOCHAM.
Całą tę historię można było przewidzieć. Wprawni obserwatorzy polityczni wiedzieli, że prezydent Komorowski był preludium. Taki Papa Smerf. Trochę ciapowaty, ale ojciec.
Następny mógł być tylko Gargamel.
No i zaadoptował heteroseksualny, zgorzkniały Gargamel kilka milionów smerfów. A smerfy cieszą się, że Gargamel właśnie gotuje sobie z nich zupę.
Ps. Pani (niestety jeszcze) posłanko. Czytam, że oko panią swędziało, że nos swędział i tak ten paluszek przypadkiem...
Babcie kiedyś mówiły, że jak nos swędzi, to na miłość, złość, albo na pieniądze...A panią na co?

Autor:
Damian Maliszewski
damianmaliszewski.pl

#onkologia #pis #lichocka #tvpis #voxpopuli #glosowanie

Prześlij komentarz

0 Komentarze