About Me

header ads

Od tolerancji do despotyzmu

OGRODY ZGROMADZENIA KSIĘŻY MISJONARZY W KRAKOWIE, fot. M. Klag (MIK, 2007)
2 listopada 2019 roku odbyła się w Krakowie, zorganizowana przez europosła, prof. Ryszarda Legutkę, konferencja pt. Od tolerancji do despotyzmu. Działo się to w okazałej Auli Zgromadzenia Księży Misjonarzy, budynku niepozornego, którego korytarzy upiększonych obrazami byłych hierarchów, a także ogromnych, zielonych terenów wewnątrz posiadłości, nie widać z poziomu ulicy.

Nie jest to pierwsze tego typu wydarzenie; wcześniej prof. Legutko organizował Europejskie Kongresy w obronie Chrześcijan. Podczas ostatniej debaty dyskutowane miały być problemy współczesnego podejścia do religii czy też wolności (w tym religijnej) i tym podobne.

Lista anonsowanych gości wskazywała jednak, że dyskusja będzie tendencyjna. Każdy z prelegentów miał własne zdanie, lecz debata pokazała jednomyślność na tyle znaczącą, że trudno było ustalić między nimi różnice. Wydawało się, jakby wypowiedzi pochodziły z jednego źródła…

Wśród osób zabierających głos byli: prof. Legutko (wystąpienie wprowadzające), który przeczytał specjalny list abp. Jędraszewskiego; premier Beata Szydło oraz Jakub Bałtroszewicz (Wolność religijna i ochrona uczuć religijnych w Polsce A.D. 2019). W panelu udział wzięli ks. prof. Piotr Mazurkiewicz (moderator) oraz redaktorzy: Grzegorz Górny, Jacek Karnowski i Jan Pospieszalski. Z niewiadomych przyczyn nie pojawił się Michał Rachoń, widoczny na plakatach informujących o konferencji. Osobiście tego żałuję; chciałem zobaczyć, czy w trakcie konferencji red. Rachoń będzie mówił to samo, z takim samym polotem, jak wtedy, gdy odgrywa rolę dziennikarza przed kamerami telewizji publicznej.

Przed rozpoczęciem zabrakło miejsc siedzących, co nie przeszkadzało stojącym. Publiczność jednoznacznie popierała prelegentów, wyrażając to przez częste i donośne oklaski. Brawa mają charakter spontaniczny, są rodzajem aprobaty dla przedstawianych treści; w tym wypadku miały też kontekst etyczny. Nikt z oklaskujących nie miał wątpliwości, że w zalewie swoiście rozumianej poprawności politycznej, Aula Zgromadzenia Księży Misjonarzy była wyspą, na której głoszenie prawdy stało się obowiązkiem moralnym. Prawie nikt; sam biłem brawo, ale nie z powodu prawdy, która ogarnęła aulę, lecz jako wyraz uznania dla sofistycznego kunsztu, prezentowanego na scenie.

W ostatnim rzędzie było jeszcze kilku „intruzów” ze znaczkami partii Razem, sympatycznie uśmiechający się starszy pan w koszulce z napisem Jestem gorszego sortu (który przechadzał się w czasie przerwy, oczekując reakcji), czy trochę młodszy pan żywo i głośno dyskutujący z prelegentami w części z pytaniami od publiczności.

Nie doświadczyłem krzepiącego działania prawdy, ale postanowiłem poważnie traktować to, co się mówi i wskazać kilka głównych problemów tych wypowiedzi. Wśród nich są między innymi: odwracanie znaczenia słów, retoryka walki, tworzenie figur prostych do obalenia oraz powszechne w przestrzeni publicznej – ogólniki i przeinaczenia. Można zarzucić, że z całej gamy wypowiedzi wybieram fragmenty wyrwane z kontekstu i przedstawiam je w złym świetle w celu ich wytknięcia czy ośmieszenia mówców. Jednak chcę tylko pokazać nieścisłości i potencjalne konsekwencje wypowiedzi oraz sprawdzić, kiedy mąci się ludziom w głowach. A że mówcy sami się ośmieszają, to nie moja wina…

I swoiste curiosum; tematyką konferencji była wolność i jej relacja do religii, ale – mimo że znacząca większość publiczności była już w wieku poprodukcyjnym – dawno nie słyszałem tylu odniesień do seksu, co w Auli Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Jeden z ciekawszych wywodów zaprezentował Grzegorz Górny. Dotyczyło to kontrowersji uznania poglądów związanych ze środowiskiem LGBT za ideologię. Na takie postawienie sprawy nie zgodził się jeden z „intruzów” aktywnie dyskutujący z prelegentami. Górny, uspokajając sytuację, twierdził, że „ideologia LGBT” opiera się na wierze. W przypadku chrześcijaństwa – mówił – mamy do czynienia z jednej strony z wiedzą na temat faktów, np. że Jezus był człowiekiem, że istniał w danym miejscu i czasie, a z drugiej z wiarą, że był Bogiem; dajemy wiarę świadkom jego cudów. Podobnie jest z LGBT; są zatem fakty biologiczne, jak na przykład płeć, geny, hormony, ale mamy też niesprawdzalne odczucia, gdy mężczyzna twierdzi, że czuje się kobietą. Jest to system oparty na wierze, bo opieramy się tylko na zdaniu innej osoby. Jeśli to miało być uzasadnieniem, że LGBT jest ideologią, to panu Górnemu udało się wyjaśnić, że… chrześcijaństwo to ideologia.
Inne wypowiedzi nie były już tak „spektakularne”, choć nie mniej ciekawe. Jacek Karnowski, w wystąpieniu pełnym frazesów i przeinaczeń, przekonywał, że kolejne ataki na telewizję publiczną wcale nie wiążą się z nadawanymi treściami, ale z tym, że stała się ona podmiotowa i nie da się tam robić już takich nagonek, jak kiedyś. Innym przykładem odwrócenia znaczeń były słowa pokrzepienia skierowane do pani premier, że ataki personalne na nią są w zasadzie oznaką uznania i docenienia jej pozycji… Przyda jej się wsparcie, bo twierdzi, że wraz z innymi konserwatywnymi posłami jest stygmatyzowana w parlamencie europejskim ze względu na poglądy. Kłóci się to z niedawną wypowiedzią Karola Karskiego, który mówił, że Szydło, jako była premier, jest tam rozpoznawana i cieszy się szczególnym autorytetem…

Wracając do Karnowskiego, ciągłe ataki wrogich sił na Kościół nie są, jak mogłoby się wydawać, oznaką jego siły. Przeciwnie, Kościół w Polsce – cytuję – „jest słaby”. „Teraz płoną kościoły – powie inny z mówców – potem przyjdzie kolej na księży”. Dlatego trzeba działać, nikt za nas tego nie zrobi, a działanie, to nie tylko sprawy wielkie, również małe, codzienne… Ważne jest przekonywanie nieprzekonanych, ważna jest agitacja. Bierność jest równoznaczna z cofaniem się, ponieważ w tym czasie „kapłani antyzmiany” pojadą do każdej wsi i będą wtłaczać ludziom poglądy nieprawomyślne. Karnowski nic sobie nie robi z faktu, że przed wyborami to politycy PiS-u, przy względnej bierności opozycji, odwiedzili wszystkie gminy w Polsce. W niektórych przypadkach sprawnie łączyli to z funkcją ministra czy posła.

Innym przykładem nicowania języka było stwierdzenie Jakuba Bałtroszewicza odnośnie do pedofilii w Kościele (w kontekście filmu braci Sekielskich Tylko nie mów nikomu). Przedstawiając raport dotyczący wolności religijnej, referent przywołał zarzuty, że księża nie ponosili odpowiedzialności za niedozwolone czyny w stosunku do małoletnich. Przecież – jak twierdzi Bałtroszewicz – nie jest to prawdą, ponieważ ponieśli odpowiedzialność – zostali przeniesieni do stanu świeckiego…

Beata Szydło pokazała, czym jest prawdziwa polityka. Jednym z sukcesów jej rządu była zmiana nazwy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, żeby – jak mówiła – od razu było wiadomo, o co chodzi i jakie płyną stąd wartości. Pokazuje to dobrze charakter tej władzy, jej horyzont myślowy oraz podejście do dobra wspólnego. Mimo jasnych (i głośnych) deklaracji, że trzeba wspomóc najbiedniejszych, że koniec z państwem dla bogatych, premier ze względów ideologicznych i wizerunkowych w pierwszym rzędzie zmieniła nazwę ministerstwa. Pociągnęło za sobą spore koszty, szczególnie że nie zmienił się zakres kompetencji resortu.

Drugim nurtem wypowiedzi była wszechobecna walka, ataki na każdym kroku i z każdej strony; poszkodowani – bezpośrednio lub pośrednio – są nasi prelegenci…
Pani premier mówiła, że w przeszłości zawsze walczyliśmy w czyimś imieniu, zawsze musieliśmy robić to za kogoś. Ale żeby na tym nie poprzestać, dopowiadała, że obecnie też nie jest łatwo; a trudny czas dopiero nadchodzi. Zatem walka trwa…

Jakub Bałtroszewicz stwierdził oględnie, że w Polsce prześladowania chrześcijan mają inny charakter niż na przykład w Indiach czy Bangladeszu, czego przykładem miało być wystąpienie Leszka Jażdżewskiego. Ryszard Legutko wspomniał wcześniej, że atak na chrześcijaństwo był stałym elementem życia komunistycznego, a obecne ataki przypominają właśnie te „za komuny”. Prezydent i premier mówią, że było to państwo totalitarne; prof. Legutko też przedstawia taką analogię, w której tle pobrzmiewają słowa o terrorze, choć każdy ze wspomnianych tu kombatantów PRL-u mógł odbywać praktyki religijne…

Uniesienie moralne i przekonanie o nieustannym zmaganiu z siłami zła jest dla Karnowskiego sprawą kluczową, trzeba więc walczyć; liczy się każde, nawet najmniejsze zwycięstwo. Dowiadujemy się jednak, że uzyskanie władzy politycznej to nie koniec drogi zmiany, to zaledwie 40%, reszta to media i kapitał. Tu sprawa wygląda źle, a wrogie siły wciąż dominują. Rysuje przygnębiający obraz, gdzie „totalność” uniemożliwia działanie, jednak – co ciekawe – dobra zmiana zachodzi, jest nadzieja. Takie balansowanie między nadzieją i beznadzieją ma popychać ludzi do działania.

Ważnym problemem jest też swobodne kreowanie obrazu przeciwnika, aby można go było łatwo pokonać, bez względu na to, czy odzwierciedla on rzeczywistość. Przykładem jest ‘strumień świadomości’ Bałtroszewicza, ilustrujący tezy przedstawianego raportu. I choć ich treść była drugorzędna, ważniejsze jest przedstawienie faktów, z których jasno wynika, po której stronie ideologicznej należy się opowiedzieć.

Charakterystyczne było też sprowadzanie poważnych i skomplikowanych tematów do jednego zdania, obrazu czy hasła. Dla Bartłoszewicza za rozwój problemu aborcji odpowiada między innymi kryzys męskości. – Gdzie jest facet?! – wykrzyknął, po czym dodał, że o ile wie, niepokalane poczęcie było jedno. Nie ma już dziś mężczyzny, który weźmie za to odpowiedzialność, teraz powie wprost – twój brzuch, twoja sprawa. I problem jest rozwiązany…

Kolejne kategorie to ogólniki i przeinaczenia, które przewijały się w czasie konferencji. Ogólniki w nadzwyczajny sposób stawały się szczegółowe i jednoznaczne. Szczytowym osiągnięciem tego rodzaju zabiegu był zasłyszany kiedyś wywód, w którym kluczową rolę grała „pewna grupa”. Więcej szczegółów mówca nie mógł podać, ponieważ mógłby być posądzony o antysemityzm… Ryszard Legutko podobnie mówił o listach poparcia tzw. procesu krakowskiej kurii, na którym podpisy złożyli ówcześni literaci, „łącznie z laureatami nagrody Nobla”.

Moderujący panel ks. prof. Mazurkiewicz chciał ubrać swoją wypowiedź w szerszy kontekst, nie podając nazwisk, lecz funkcję. Tak więc rektor „najstarszej polskiej uczelni” wprost powiedział, że ordynariusz nie ma prawa wstępu na teren uniwersytetu. Oburzenia nie zmniejszyło to, że – jak dodał po chwili – informacja pochodzi z drugiej ręki… Karnowski z kolei odwraca zabieg: jak się dowiadujemy, prof. Anna Pawełczyńska została wyrzucona z uczelni „przez Baumana”.

Mijały godziny, a mówców sowicie nagradzano oklaskami. Słuchanie tego wszystkiego nie było proste; skala absurdu była naprawdę wysoka. Warto mieć świadomość, że podobnymi sprawami żyje znaczna część narodu. Podobna narracja płynie każdego dnia z telewizji i gazet „niepokornych” dziennikarzy.

I nie chodzi tu o fakty, lecz o sposób prezentowania treści.

Niektórzy szukają prawdy w zadziorności przekazu, dla innych upiększanie rzeczywistości jest nie tyle wybujałą retoryką, ile sposobem odbudowywania polskiej godności. Jedni i drudzy zapominają, że chodzi przecież o konkretny interes polityczny, któremu sprzyja brak refleksji.

Autor:
Emil Antipow
studioopinii.pl

Prześlij komentarz

0 Komentarze