About Me

header ads

Odbija mi sie kimchi - recenzja Parasite


Do niedawna nie wiedziałem, ze w wyścigu po oscarowe statuetki bierze udział południowokoreański film. Ponoć premiera światowa była na wiosną, prawie rok temu, a w rozpowszechnianiu w Polsce film pojawił się we wrześniu 2019. W zeszłym tygodniu sensacyjnie nadeszła wiadomość z gali hollywoodzkiej, ze „Parasite” ma Oscary i to 4. Moje zainteresowanie wzrosło z dnia na dzień o 4 punkty.

Zanim zacznę o samym filmie i moich wrażeniach, najpierw powiem co muszę powiedzieć. Jak wielu moich znajomych, ja również nie rozumiem samej procedury przyznawania statuetek, jeżeli jakaś procedura istnieje, a nie jest to jedynie decyzja ekskluzywnego, bogatego, wpływowego gremium hollywoodzkich VIP-ow, ludzi z branży, lobbistów, ustawionych krytyków, producentów, aktorów i paziów. Może decyzje są również wypadkowa opinii światowej, sukcesu premierowego i oglądalności kinowej, folkloru innych kinematografii, niekoniecznie happyendowego, amerykańskiego, różowego obłoku American Dream, wartości artystycznej również oraz tematyki poruszanej w dziele? Nie jestem specjalista, jestem tylko kinomanem, trochę bardziej zaangażowanym oglądaczem, który ma otwarte oczy na nowości, przełomowe obrazy, wartości filmów, których nawet nie potrafię profesjonalnie nazwać. No ale cóż by to był za film, gdzie mogą się wypowiadać tylko specjaliści, a szaremu widzowi pozostają produkcje klasy C lub filmy w stylu „Głupi i głupszy” lub inne filmy „fizjologiczne”? Chce dodać, film „Parasite” nie jest „Siódma pieczęcią” Bergmana. I bardzo dobrze, bo może Bergman by tego nie wytrzymał?

Przyjmuje formule wyścigu hollywoodzkiego, Złotych Globów, Bafty, festiwalu w San Sebastian, Sundance Festival’u, festiwalu berlińskiego czy weneckiego, nawet Karlowe Wary nie sa ujma, a wręcz przeciwnie, a tym bardziej Cannes. Poza tym czekam, aż wybije się światowo nasz polski Festiwal Artystów Filmu i Telewizji FART z Janowa Lubelskiego, trzeba by było wówczas skorygować i wysubtelnić nazwę, jest trochę kontrowersyjna, gdyż jasno nie wynika jaka tematyka filmów można na tym festiwalu błysnąć i wydźwięczyć? Ale do rzeczy, nie obchodzi mnie to, czy za wyborami stoi spisek, zafiksowane typy filmowe, ludzie rządu, służb, masoni, czy zielonoświątkowcy. Za krótko żyjemy, a na filmy mamy jeszcze mniej czasu, żeby się „możliwym lobbingiem” zamęczać i roztkliwiać nad powodami.

Film poleciła mi moja młodszą córka, stwierdzając prosto: „warto”. Zdziwiłem się ta bardzo stanowcza i dorosła rekomendacja szesnastoletniej dziewczyny, nie powiedziała nic więcej. Film mnie zaskoczył już w pierwszych scenach. Okazało się, że dalekowschodnie slamsy, fawele i suteryny są wszędzie takie same, a rozdarcie społeczne powoduje pieniądz. – cliché. Tak już chyba jest od czasów wprowadzenie do obiegu fenickiego pomysłu. Nie sam głód pieniadza, ale bieda i brak możliwości życia i rozwoju powoduje przedziwne zachowania ludzi w potrzebie. Przepaść między brakiem a nadmiarem. Przepiękną „przewrotka” życia biednej rodziny z seulskich slamsów, przenosi ich, dzięki pomysłowości i desperacji do świata bogatej klasy ponad średniej. Zaczynają niemalże razem mieszkać. Kontrast życia rodzin jest bolesny, niby te same problemy, jak nauka, malarstwo, terapię, prowadzenie domu, wszystkie czynności sa bardzo podobne, jednak niskie społeczne pochodzenie jest „wyczuwalnym zapachem”. U Kimow jest to życie w pewnym sensie karalusze, choć radosne, zaś u Parków na 800 metrach kwadratowych i zasobności jest żegluga na spokojnych morzach łagodności, omijać jedynie trzeba kwiaty lotosu i gruźlicę. Symbolem dostatku Parków, nie jest stan konta, bo to jest oczywiste, ale szafa w piwnicy z olbrzymimi słojami pełnymi kompotu śliwkowego. Minimalizm architektoniczny domu jest niepowściągliwy, jest przesadny i piękny zarazem. Ogród stanowi oddzielny świat, a dom jest w centrum wielomilionowego Seulu, kompletnie odizolowany tą zielenią. Ściany są z dekoracyjnego betonu, a okno tarasowe ma ze 20 metrów. Dom posiada jednak tajemnice, która wywraca porządek rzeczy, która powoduje u widza skojarzenia z filmami Tarantiono, gdzie farsa zachowań jest naturalna konsekwencja akcji filmowej. Tajemnica pulsuje alfabetem Morse’a każdego dnia, a nikt i prawie nikt o niej nie wie, pod pokładem tli się wulkan zajść i konsekwencji. Przerysowania, kadry, dźwięk jest jak plastyczne i ciche obrazy dalekowschodnie z nagła walka na miecze. Początek był powolny, akcja z dokładnością techniki sztuk walki „kata” rozwijała się stopniowo, Az do momentu kaskady nieprzewidzianych wydarzeń, takiego „hajime”. Jak już kurtyna opadła, mnie wciąż się odbijało kimchi. Po wyjściu powtórzyłem w głowie: „niech będzie błogosławione wi fi”.

Zafascynowały mnie twarze bohaterów, ich gładka cera i piękne włosy, symetryczne rysy twarzy. I jak zwykle ciężko jest rozeznać wiek, właśnie przez ta młodzieńcza aparycje ludzi dalekiego wschodu.
Ten sam reżyser jest autorem jeszcze innych filmów. Film Okja muszę powtórzyć, widziałem i polecam gorąco, film niezapomniany. A Snowpiercer muszę zobaczyć skwapliwie. Moim zdaniem „Parasite” zasługuje na Oscary, jest filmem nietuzinkowym, jest obrazem przynoszącym inne perspektywy i świeżość akcji, jest spokojny w pauzach i jednocześnie dynamiczny aż do przesady, kolory w filmie nie ustępują akcji, zadziwiają czerwienia przesyconej tlenem krwi.

Może to moje wyczulenie na takie i podobne filmy bierze się z moich młodzieńczych pasji i zainteresowań kultura japońska i koreańska oraz sztukami walki, założyciel mojego stylu był Koreańczykiem. Wpływ na mnie na pewno miały filmy Akiro Kurosawy oglądane w latach 70: „Siedmiu samurajów”, „Tron we Krwi”, „Kagemusha”. Potem w latach 2000 zadziwiła mnie pozytywnie pokręcona stylistyka filmów animowanych Miyazakiego, przynosząca cały japoński świat wyobrażeniowy, a teraz czekam na Netflixa, bo wszystkie filmy wytworni Ghibli będą dostępne od kwietnia 2020. Filmy „W krainie bogów”, „Ruchomy zamek Hauru”, „Narzeczona dla kota”, „Mój sąsiad Totoro” i wiele innych polecam wszystkim dzieciom i rodzicom, spotkacie inne światy, kwiaty, potwory, duchy i pasje, miłość i przywiązanie.

Jednym z moich cichych niezapomnianych filmowych faworytów jest: „Wiosna, lato, jesień, zima i ...wiosna” z 2003 roku, film południowokoreański obsypany nagrodami, który gdzieś tam w mojej głowie pulsuje rytmem medytacyjnych por roku, jak źródło obracającego się kołowrotu natury, gdzie nagły krzyk czapli podobny jest do ciecia samurajskiego miecza, po którym czuje się w ustach przemożny smak ramyeon z wołowina. „Parasite” udowodnił, ze wiele dobrego nas czeka z tamtego kulturowego kierunku, że narracje pisane ideograficzne w ramach koreańskiej czy japońskiej kaligrafii mogą nieść obrazy życia ludzi dokładnie takich samych jak my.
나는 그것을 좋아한다



Autor:
Tomasz Zarychta





#voxpopulipl #MyObywatele #SpołeczeństwoObywatelskie #NGO #WolneMedia #wieszwięcej #wieszwiecej #portalobywatelski #Parasite

Prześlij komentarz

0 Komentarze