About Me

header ads

Prezydent Hołownia na ambonie

Obejrzałem spot wyborczy Szymona Hołowni. Kręcone z ręki telefonem, krótkie efektowne zdania, o tym, że ani w lewo, ani w prawo, że koniec z wojną polsko-polską, że stop, cisza i oddech. Wszystko lekko śmierdzi tanim coachingiem i tyle, mniej więcej, ma wspólnego z rzeczywistością co coaching w swojej istocie.

U Hołowni wszystko jest proste. Wystarczy „zatrzymać się i złapać oddech”. Głębokie podziały społeczne, polityczne znikną jak po dotknięciu czarodziejską różdżką, albo jak po skropieniu święconą wodą, co w przypadku Hołowni wydaje się bardziej adekwatnym porównaniem. A wszystko to w duchu tej naiwnej wiary, że politykę da się robić poza systemem, że jak chce Hołownia „polityka nie tyka polityka” tylko nas tyka i to jest odkrycie Hołowni na miarę tej kampanii. Jest bowiem Hołownia jednym z tych kandydatów, których upraszczając można nazwać „antysystemowcami”, co naturalnie jest fałszywe od początku do końca, ponieważ podobnie jak wszyscy antysystemowcy, system zmieli te biedne dzieci zanim zorientują się, że mają go za plecami, że czują już jego oddech na karku, że są już przez system dymani po całości, ponieważ to że polityka nas tyka to jest tak oczywiste i tak naturalne, że sprzeciwianie się temu i sugerowanie w wyborczym spocie, że są jacyś mityczni „my” i że wezmą oni teraz sprawy w swoje ręce i zrobią z tą całą lewicowo-prawicowo-centrowo-niewiadomojaką bandą porządek jest w swojej istocie niepoważne.
A najgorsze jest to, że Hołownia uważa, że zrobi to wykorzystując do tego dobre serce, promienny uśmiech i slogany z podręcznika akwizytora.

Tylko dlaczego przez cały czas trwania tego spotu, nieustannie mam wrażenie, że wcześniej czy później padną słowa o duchu świętym, który odmieni oblicze Ziemi, tej ziemi, a z całą pewnością wcześniej niż później pojawi się ktoś z Episkopatu. Na początek jakiś liberał z szerokim uśmiechem na konsekrowanej buźce i nie będzie nas musiał długo przekonywać, że aborcja to jest zbrodnia, małżeństwo to jest związek kobiety i mężczyzny i że niczego o nas nie będzie w konstytucji, jeżeli porzucimy nasze judeochrześcijańskie korzenie, jeżeli odwrócimy się od chrześcijańskich wartości, na których wyrosła Europa.

A deklaracja Hołowni, że „prawdy nie da się wiecznie omijać” to już jest ambona. To już jest kościelna kruchta. Hołownia zdradza nam również, że owa prawda to „my”. Niezwykłe. A kiedy Hołownia komunikuje, że mamy talent i wiarę, po słowie wiara, wchodzi przebitka z zakonnicą w habicie. A więc jednak. Żeby się Episkopat nie niepokoił. Żeby miał sen spokojny. Że jednak habit i kruchta. Tylko odrobinę bardziej współcześnie, podana w znośnym, zjadliwym sosie. Bardzo chciałbym to kupić, chciałbym uwierzyć, ale czuję się tak jakby w progu mojego mieszkania stanął domokrążca z zestawem grzebieni, a ja byłbym łysy jak mój ojciec i musiał błyskawicznie, rozpaczliwie znaleźć powód, żeby od Hołowni ten grzebień kupić.

Autor:
Marcin Zegadło
poeta, publi

Prześlij komentarz

0 Komentarze