About Me

header ads

A propos filmu z Krotoszyńskiego szpitala...

Film, który nagrała dziewczyna leżąca w krotoszyńskim szpitalu obnaża całą prawdę o jakości polskiej ochrony zdrowia. Nawet, jeżeli jest zmanipulowany (w co nie wierzę), to i tak przedstawia faktyczne problemy pacjentów i pracowników ochrony zdrowia.

Wbrew propagandzie sukcesu, którą uskuteczniają decydenci, polski publiczny system opieki zdrowotnej zdycha.

Ale od początku.

Z filmu dowiadujemy się, że dziewczyna często podróżuje, w ostatnich 3 tygodniach przed hospitalizacją przebywała w zajętym koronawirusem regionie Włoch. Z powodu niecharakterystycznych, ale objawów, które występują w zakażeniu koronawirusem (gorączka, kaszel, mialgia, duszność), udała się do lekarza, który skierował ją do szpitala w Krotoszynie. Tam, gdy wysunięte zostało podejrzenie zakażenia koronawirusem, lekarze wpadli w wir procedur narzuconych z góry. Procedur, które miały pracę ułatwiać, a rzeczywiście ją utrudniają. Ostatecznie żaden szpital zakaźny pacjentki nie przyjął, a ona przebywa w izolatce oddziału chorób wewnętrznych powiatowego szpitala. Co więcej – z jej relacji wynika, że czeka(ła, bo po opublikowaniu filmu, wynik został przesłany) na ocenę badania jej próbki biologicznej 82 godziny (w Chinach wynik otrzymujemy po 3 godzinach, w Polsce – niby – po 6). Zasada Twój pacjent – Twój problem jest jedną z koronnych w Polsce.

Teraz o jednym z kilkuset absurdalnych przypadków, przez które wierzę w każde słowo opisujące funkcjonowanie polskiego systemu opieki zdrowotnej.

Na początku swojej kariery pełniłem dyżury medyczne w Izbie Przyjęć małego szpitala w Bydgoszczy. Żeby dorobić do pensji, która wynosiła (pełen etat lekarski, rezydencki, po zakończeniu studiów i stażu podyplomowego) 3170 złotych brutto, czyli – po odliczeniu obowiązkowej składki na samorząd lekarski – 2215 złotych netto.

Do Izby Przyjęć przyjeżdża karetka ze starszym pacjentem z nadciśnieniem tętniczym. Ponadto ból brzucha. Badam całościowo, dochodzę do badania jamy brzusznej, a tam... wielki, pulsujący, wyczuwalny przez powłoki brzuszne guz. Ciśnienie tętnicze 220/110 mmHg. Obniżam je i zaczynam walkę o pacjenta. W szpitalu, w którym pracuję w tamtym momencie, nie ma diagnostyki obrazowej USG (przez co nie mogę ocenić wielkości tętniaka, a przede wszystkim tego, czy przypadkiem pacjent z niego nie podkrwawia – bóle brzucha). Diagnostyka RTG dostępna po wezwaniu technika, który przyjedzie w przeciągu godziny. Wzywam. Po wstępnym ustabilizowaniu stanu chorego zaczynam szukać dla niego docelowego miejsca. Chirurgia naczyniowa. Pierwsza odmawia, druga nie ma miejsc. Dyspozytornia nie wie. Co robię? Dzwonię do Centrum Zarządzania Kryzysowego. Pytam, gdzie jest najbliższe miejsce w oddziale chirurgii naczyniowej, ponieważ moje możliwości pomocy temu pacjentowi się skończyły. Nie wie. Po co Pan tam, kur.., siedzi w takim razie? – Nie wiem, mamy weekend (była sobota), zadzwoni Pan w poniedziałek. Odkładam słuchawkę.

Tak, szanowni państwo, Twój pacjent – Twój problem. Doskonale wiem, co czują lekarze z krotoszyńskiego szpitala, którzy dzwonią godzinami do szpitali o wyższej referencyjności i odbijają się od ściany (słuchawki). Przekazanie pacjenta do innej placówki medycznej często graniczy z cudem. Nawet, jeżeli istnieją ku temu merytoryczne, medyczne przesłanki. Niech najlepszym przykładem będzie – kilka lat wstecz – śmierć 18-letniej pacjentki, która tak długo jeździła karetką pogotowia od szpitala do szpitala (powinna zostać przyjęta do oddziału intensywnej terapii) aż zmarła. To nie wina personelu medycznego, a systemu. A system organizują nie pracownicy ochrony zdrowia, a parlamentarzyści.

Polska ochrona zdrowia pełna jest absurdów. Nie ma jednoznacznych algorytmów postępowania. Bzdurne procedury ograniczają nasz czas z pacjentem. Brakuje kadry, sprzętu, leków i miejsc w oddziałach. Wszystkiego, co sprawia, że bezpieczeństwo zdrowotne Polek i Polaków byłoby na wysokim poziomie.

Nie piszę tego tekstu, aby zasiać panikę. De facto nie chcę odnosić tego komentarza do koronawirusa, o którym nagram osobny film, a do obecnej kondycji polskiego systemu opieki zdrowotnej.

Przepraszam, trzeba to powiedzieć. Polska ochrona zdrowia to jedno wielkie gó..., które działa tylko i wyłącznie z powodu nadludzkiej pracy personelu medycznego. Kiedyś uważałem, że to etyczne, że trzeba się poświęcać. Teraz uważam inaczej.

Usilne utrzymywanie obecnego systemu opieki zdrowotnej przy życiu jest nieetyczne i powinno być karane. To jak terapia daremna, czyli intensywne leczenie pacjenta, który nie rokuje, przez co zamiast mu pomagać, męczymy go przed śmiercią.

Zdrowia w tę niedzielę

Autor:
Bartosz Fiałek
Przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy
https://www.facebook.com/bfialek/

#voxpopulipl #MyObywatele #SpołeczeństwoObywatelskie #NGO #WolneMedia #wieszwięcej #wieszwiecej #portalobywatelski #czasnazmiany #NFZ

Prześlij komentarz

0 Komentarze